Dwuletnie dziecko, które „mówi po swojemu”, bardzo często chce mówić.
Ale jego język nie ma jeszcze gdzie być.
Nie na podniebieniu.
Nie w pozycji gotowej do pracy.
Nie w napięciu, które pozwala uruchomić mowę.
I wtedy:
• dźwięki są rozlane
• sylaby się nie składają
• słowa się nie pojawiają
Bo język to nie tylko artykulacja.
To stabilizator, przewodnik i punkt startowy mowy.
Co widzi logopeda?
• niski spoczynek języka
• brak pionizacji
• słabą koordynację język–żuchwa–oddech
• brak gotowości do planowania ruchu
Co widzi rodzic?
„On rozumie… ale nie mówi.”
I to jest prawda.
Bo rozumienie może wyprzedzać sprawność języka nawet o wiele miesięcy.
Najczęstszy błąd
Ćwiczymy głoski…
Zanim język ma siłę i pozycję, by je unieść.
A język, który:
• leży nisko
• nie stabilizuje żuchwy
• nie współpracuje z oddechem
nie zbuduje mowy, choćbyśmy powtarzali „pa-pa-ba” codziennie.
Co robimy inaczej na konsultacji?
• oceniamy pozycję i napięcie języka
• sprawdzamy funkcje oralne
• łączymy mowę z neurobiologią i miofunkcją
• tłumaczymy rodzicom dlaczego ich dziecko jeszcze nie mówi
• dajemy konkretny plan, nie „czekanie”
Bo jeśli język nie jest gotowy — mowa nie ruszy.
A jeśli go wesprzemy w odpowiednim momencie…
mózg bardzo szybko nadrabia.
Zapraszam na konsultacje
Dla rodziców, którzy nie chcą już słyszeć „jeszcze ma czas”.
Bo kiedy język znajduje swoje miejsce —mowa ma gdzie się zacząć!
