Na skróty

40 minut niedotlenienia, dwa lata ciszy… i jedna sylaba, która zmienia wszystko

Wracam z terapii domowej od pacjenta po masywnym urazie mózgowo-czaszkowym.

40 minut niedotlenienia.

Dwa lata bez terapii neurologopedycznej, bo – jak słyszała rodzina – „nikt nie chciał się tego podjąć”.

Kiedy do mnie zadzwonili, w ich głosie było słychać niewyobrażalny smutek i bezradność.

I jedno pytanie:

„Czy znajdzie Pani dla nas czas? Wszyscy nam odmawiają…”

Równolegle toczą się rozmowy nad zmianą ustawy o zawodzie logopedy.

Jednolity proces kształcenia. Więcej godzin praktyk. Studia jednolite.

I bardzo dobrze. Potrzebujemy wysokich standardów.

Ale to nie same studia zdecydują o tym, czy jako specjaliści będziemy widzieć w naszym podopiecznym drugiego człowieka.

Człowieka, który potrzebuje pomocy.

Czasu.

Cierpliwości.

Wiary.

Neurologopedia to proces.

Czasami żmudny. Czasami bardzo trudny.

Wymagający pokory wobec biologii i ogromnej konsekwencji w działaniu.

Ale to także proces, który uczy, że „niemożliwe” nie istnieje — są tylko małe kroki, na które trzeba poczekać.

Dziś nie wiem, kto bardziej się cieszył — Kamil czy ja.

Mamy pierwszy świadomy dźwięk: „am”.

Świadoma sylaba. Tak niewielka. A jakże wielka.

I właśnie dlatego warto.

#neurologopeda#terapialogopedyczna#rehabilitacja#neuroplastyczność

Możesz również polubić…